Poland

Zapisy na szczepienia, czyli narodowa improwizacja

Od dawna wkładano obywatelom do głowy, jak zapisać się na szczepienie: przez infolinię, internet, osobiście. Dla 80-latków próbujących to zrobić pierwszego dnia każda z tych metod wymagała dużo więcej zachodu.

Przezorni zaczęli interesować się możliwością zapisów już na kilka dni przed piątkiem, kiedy uruchomiono procedurę. Właściwie wzięły to na siebie dzieci seniorów, nieraz wnuki albo życzliwi sąsiedzi. – Od początku tygodnia odbieraliśmy telefony z pytaniami, czy będziemy przyjmować zgłoszenia osobiście – mówi rejestratorka w jednej z przychodni, zauważając, że ludzie z góry założyli, iż rządowa infolinia 989 może być pierwszego dnia na tyle przeciążona, że bezpieczniej będzie przyjść na zapisy samemu.

Niestety w każdym punkcie szczepień można było dowiedzieć się czegoś innego. Jedni tworzyli listy „przedwstępne”, inni „rezerwowe”, gdzie indziej nie było o tym mowy i bez kręcenia ani dawania nadziei sugerowano, by umawiać się na szczepienie wyłącznie telefonicznie przez centralny system rejestracji. Przeważnie nikt nic nie wiedział na pewno, pogłębiając obawy chętnych do szczepień, że czeka nas narodowa (a jakże!) improwizacja.

Posłuchaj: Jak nam idzie ze szczepieniami na koronawirusa

Zapisy na szczepienia. Ale gdzie?

Naturalnie każdy mógł z góry upatrzyć sobie najwygodniejszą placówkę, czyli położoną najbliżej miejsca zamieszkania, która wcześniej zgłosiła akces do szczepień. Ale ponieważ nie każda była w stanie odpowiedzieć na pytanie, co stanie się w piątek – czy lepiej przyjść rano z dowodem osobistym, czy też szukać szczęścia na infolinii – pozostawało zaufać szczęściu.

Z wyboru internetowego, przez e-rejestrację dostępną na stronie www.pacjent.gov.pl, z góry zrezygnowało najwięcej starszych osób, gdyż aby skorzystać z tego sposobu, trzeba posiadać pocztę mailową oraz tzw. profil zaufany, co wymagało dodatkowych czynności i pomocy ze strony rodziny biegle poruszającej się w sieci.

Czytaj też: Po co seniorom internet?

Ta przezorność, czyli przygotowania do godziny zero, w piątkową noc okazała się nic niewarta. Bo co z tego, że na liście dostępnych punktów szczepień znalazło się blisko 600 miejsc, skoro wiele z nich nie udostępniło swoich list konsultantom dyżurującym na infolinii? Obywatel dzwoni, zgodnie z rządową instrukcją wybiera sobie placówkę, do której najłatwiej byłoby mu dojść (powiedzmy sobie szczerze, że większość 80-latków plus nie jest zbyt mobilna) – a wtedy okazywało się, że mimo uruchomienia całej akcji od północy upatrzona przychodnia „nie otworzyła jeszcze okienka przyjęć”. Kiedy otworzy? Nie wiadomo – informowali konsultanci.

Dlaczego nie otworzyła, skoro zapobiegliwy pacjent dzień wcześniej dopytywał osobiście, czy na pewno będzie mógł się w tym miejscu zapisać? Tego tym bardziej nikt na infolinii nie wie. Ale uczucie rozczarowania szybko pryska, bo skoro już udało się dodzwonić i są inne placówki w mieście, które jeszcze dysponują wolnymi miejscami – to jak za czasów PRL trzeba brać, co dają. Więc z otwartą w Google mapą – by mniej więcej zorientować się w najdogodniejszej lokalizacji – szczęśliwcy tej nocy, którzy nie chcieli spać, mogli dokonać wyboru.

Czytaj też: Narodowe wyszczepianie. Kto, kiedy, gdzie?

Przeciążona infolinia i wiele niewiadomych

Z dodzwonieniem się na numer 989 tuż po północy jedni mieli więcej szczęścia, inni mniej. Ponoć przez pierwsze 90 min zarejestrowano ponad 84 tys. prób połączeń. Niestety automatyczna sekretarka pytająca na infolinii o datę urodzenia (w tym tygodniu tylko jeśli ktoś urodził się przed 1941 r., ma prawo czekać na połączenie; młodsi odsyłani są na stronę internetową) nie informuje, na którym miejscu w kolejce system ustawia osobę dzwoniącą. Trzeba czekać do skutku.

Moje trzy nocne próby, by zarejestrować na szczepienie rodziców, w końcu przyniosły efekt (udało się zdobyć termin już na 26 stycznia). Ale podczas pierwszej godziny „wszyscy konsultanci byli zajęci” i automat sam się rozłączał, za drugim razem – między 3:30 a 4:15 – czas oczekiwania na połączenie z telefonu komórkowego przez 45 min umilała dziwna, trochę usypiająca melodia. W końcu zdesperowany jeszcze raz wybrałem numer – tym razem z telefonu stacjonarnego – i wtedy, po krótkim wstępie automatycznej sekretarki, błyskawicznie odezwała się w słuchawce bynajmniej nie zaspana konsultantka.

Procedurę ustalenia daty i miejsca szczepienia wybraliśmy szybko (wbrew temu, co początkowo sugerował komunikat nagrany na automatycznej sekretarce infolinii, do zarejestrowania wystarczył sam PESEL, bez numeru dowodu osobistego; dobrze, że błędny komunikat zmodyfikowano w piątkowy poranek), na podany numer telefonu natychmiast przyszło SMS-em potwierdzenie rejestracji.

Czytaj też: „Afera szczepionkowa”, czyli papierek lakmusowy

„Nie ma miejsc, mamy tylko 30 dawek”

Nie jest niestety łatwo zapisać oboje rodziców w tym samym miejscu i mniej więcej podobnym czasie. Ale udało się, choć system skonstruowano tak, że każda zgłoszona osoba najpierw po wprowadzeniu danych otrzymuje swój termin, a następnie trzeba szybko rejestrować drugiego seniora, licząc, że znajdzie się dla niego wolne miejsce w tej samej lokalizacji tuż za poprzednio zgłoszonym małżonkiem. W moim przypadku pani konsultantce udało się „upolować” dla ojca wolny termin 45 min po szczepieniu mamy, ponieważ sąsiednie kwadranse były już zajęte (pacjenci będą na szczepienia przyjmowani co 15 min i tyle samo czasu muszą spędzić w gabinecie po zaszczepieniu na wypadek pojawienia się działań niepożądanych wymagających pilnej interwencji lekarskiej).

Jak poinformował dziś przed południem Michał Dworczyk, szef kancelarii premiera, na szczepienia zdążyło się zapisać blisko 130 tys. osób powyżej 80. roku życia. Reszta, w dużej mierze pozbawiona wsparcia rodzin, w wielu miejscach usłyszy: „Nie ma już wolnych miejsc. Będziemy mieć przecież w tygodniu tylko 30 dawek. Koniec zapisów”.

Czytaj też: Jak się szczepi w Europie? Nie tylko Polska ma problemy

Football news:

I won't let Varentino control La Liga. Poster of presidential candidate leopards Frasi about Perez
Alaba wants to play in midfield at a new club. This condition he put forward to Real Madrid and PSG
Leonardo: A decision on Mbappe's contract will be made soon. We also talk to Neymar, it's a pleasure to deal with him
Eric Bailly: If you ask me: Messi or Ronaldo?, I will say: Ramos. One of the best in the history of football
The head of Kick It Out Toxic masculinity in football is the problem. Some consider it normal to lash out at the family after the defeat of their team
Gladbach held off Pep's attack, but City's game without the ball is power. A bonus was the Bernard - he played as Gundogan
City have a lot of money to buy a lot of incredible players. Guardiola joked about the reasons for the winning streak