Poland

Wojna rządu z Sądem Najwyższym. Krajobraz po przełomowej uchwale

Od ponad doby trwa ostrzał artyleryjski Sądu Najwyższego. Władza polityczna przekonuje, że jego uchwała w sprawie wadliwych sędziowskich nominacji neo-KRS jest nieważna, bezprawna i sprzeczna z konstytucją.

W czwartek ok. 60 sędziów połączonych izb Sądu Najwyższego (Cywilnej, Karnej oraz Pracy i Ubezpieczeń Społecznych) podjęło uchwałę, która rozsierdziła polityków PiS z „przystawkami”. Stwierdzili, że sędziowie mianowani z udziałem stworzonej przez tę władzę Krajowej Rady Sądownictwa nie są właściwie powołani i nie powinni orzekać, choć ich dotychczasowe wyroki zachowują ważność. Nie zachowują ważności wyroki Izby Dyscyplinarnej, którą uznano za niespełniającą kryteriów niezależnego sądu. Z kolei orzeczenia drugiej „nowej” izby – Kontroli Nadzwyczajnej – są ważne, ale od teraz nie może ona już orzekać, bo jej sędziowie nie są sędziami (to samo dotyczy sędziów Izby Dyscyplinarnej).

„Sąd Najwyższy procedował z rażącym naruszeniem prawa i tzw. uchwała nie powoduje żadnych skutków prawnych” – twierdzi minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. To „rażące naruszenie” miało polegać na tym, że sędziowie przyjęli uchwałę, mimo że prezes obecnego Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska zarządziła zawieszenie jej wydania z powodu rzekomego sporu kompetencyjnego SN z Sejmem.

Ale w takim razie nieważne i bezprawne jest też przyjęcie w tym samym czasie przez Sejm tzw. ustawy kagańcowej, bo skoro jest spór, to on także obrady powinien był zawiesić. Nie zawiesił, błyskawicznie zdecydował o przyjęciu ustawy i wysłaniu jej prezydentowi. Ten zapewne ją podpisze, sądząc po jego atakach na sędziów w ostatnich wystąpieniach.

Jerzy Baczyński: Obrzydliwa retoryka Dudy i jego partii

Będą sądzić sędziów zaocznie?

Wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł uznał, że sędziowie SN popełnili przestępstwo nadużycia władzy: „Doszło do rażącego przekroczenia uprawnień poprzez uzurpację prawa do oceny prerogatywy prezydenta w zakresie nominacji sędziowskich”.

Rzecznik dyscyplinarny Przemysław Radzik oświadczył, że sędziowie, którzy zastosują się do uchwały SN, będą ścigani dyscyplinarnie. Ciekawe, co z tego wyjdzie, skoro Sąd Najwyższy de facto zawiesił Izbę Dyscyplinarną, więc sędziowie nie powinni się przed nią stawiać. Do tego Komisja Europejska wysłała w piątek do Trybunału Sprawiedliwości UE wniosek o zawieszenie działania tej Izby do czasu rozpatrzenia skargi UE na system dyscyplinujący sędziów wymyślony przez obecną władzę.

Stworzona przez PiS, partie Ziobry i Gowina Izba Dyscyplinarna zamierza więc skazywać zaocznie: „Powstrzymanie się od czynności orzeczniczych stanowiłoby naruszenie ślubowania sędziowskiego złożonego wobec Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, sprzeniewierzenie się aktowi powołania i prowadziłoby do uchybienia godności sędziego” – napisali dzisiaj jej sędziowie w oświadczeniu. Jednak według ustawy o Sądzie Najwyższym jego uchwały (a więc także ta z czwartku) wiążą wszystkich sędziów SN, zatem ci neosędziowie, którzy się nie podporządkują, złamią prawo.

Podporządkowali się jej na razie neosędziowie z Izby Cywilnej SN (która była wśród połączonych izb wydających uchwałę). Odroczyli dziś kilkanaście posiedzeń. Małgorzata Manowska, którą do Sądu Najwyższego nominowała neo-KRS, mówiła dziennikarzom, że choć zawieszenie w sądzeniu – które de facto wprowadziła dla neosędziów uchwała SN – uważa za godzące w konstytucyjną zasadę nieusuwalności sędziego, to wstrzyma się z orzekaniem do czasu wydania pisemnego uzasadnienia uchwały i jego przeanalizowania.

Czytaj także: Pisowska ekipa wypycha nas na margines Unii

PiS na kompromisy iść nie zamierza

Stowarzyszenia sędziowskie Iustitia i Themis zaapelowały do neosędziów o wstrzymanie się od orzekania. Z całej Polski napływają pojedyncze informacje o tych, którzy je faktycznie zawiesili. Z kolei wiceprzewodniczący neo-KRS Jarosław Dzudzicz uważa, że uchwała SN nie wywołała skutków i sędziowie mają dalej orzekać.

A neo-KRS i Mateusz Morawiecki zapowiedzieli zaskarżenie uchwały do Trybunału Julii Przyłębskiej. Z tego, co mówił rzecznik premiera Piotr Müller, wynika, że chce on zaskarżenia nie tyle uchwały (jest wątpliwość, czy TK może ją badać), ile przepisów procedury karnej i cywilnej mówiących o obowiązku badania przez sąd prawidłowości składu sędziowskiego, które były podstawą czwartkowej wykładni trzech izb SN.

Władza PiS zaatakowała uchwałę SN, mimo że jest ona w sumie kompromisowa. Zachowuje wszystkie wyroki wydane z udziałem neosędziów (z wyjątkiem tych z Izby Dyscyplinarnej SN) i nie przewiduje automatycznego odsunięcia od orzekania neosędziów sądów powszechnych, a jedynie badanie, czy w przypadku konkretnego sędziego „wadliwość procesu powoływania prowadzi, w konkretnych okolicznościach, do naruszenia standardu niezawisłości i bezstronności”.

To, że władza na to rozwiązanie reaguje z taką agresją, pokazuje, że na kompromisy iść nie zamierza. Że nie chce rozwiązać problemu, ale „wygrać”. Dowolnym kosztem. Jest prawdopodobne, że odmówi zastosowania się do postanowienia tymczasowego TSUE – jeśli Trybunał takie wyda – czyli zawieszenia działalności Izby Dyscyplinarnej. PiS najwyraźniej uznał, że w relacjach z Brukselą nie ma już nic do stracenia.

Czytaj także: Sędzia Juszczyszyn żąda dokumentów od Ziobry