Poland

W ubiegłym roku w Oslo nie zginął w wypadku ani jeden pieszy i rowerzysta

No i o to chodzi. Dobrze pomyślane miasto w stylu skandynawskim to same korzyści - mniej wypadków, mniej smogu, mniej chorób cywilizacyjnych (bo ludzie się ruszają), więcej miejsca na ulicach i - last but not least - szybsze dążenie w kierunku zeroemisyjności.

Są takie miasta, jak Kopenhaga, gdzie zbiorowy transport miejski plus rowerowy pozwala ograniczyć ruch samochodowy o 60–80 procent. Oczywiście są sytuacje nie do przeskoczenia, jak dowóz ciężkiego sprzętu na budowę czy chorych do szpitala. Ale jeśli samochodem jeździ ten, kto musi, tam, gdzie są dobre alternatywy, to zamiast trzech pasów wystarczy jeden, i do tego jest odkorkowany. Drugi możesz dać komunikacji, a trzeci na drogę dla rowerów.

Wystarczy metrobus, czyli taki buspas z priorytetem ruchu, wydzielony fizycznie od reszty jezdni, tak że nic tam innego realnie nie wjedzie, ewentualnie karetka. To jest najtańsze rozwiązanie: połowa ceny tramwaju tej samej długości i kilkanaście razy mniejsza cena niż metra pod ziemią. Za to jeździ w tempie metra, dwa razy szybciej niż autobus na buspasie i trzy razy szybciej niż pojazd w normalnym ruchu. Elektronika steruje ruchem na skrzyżowaniu, więc jak zbliża się metrobus, to właśnie on ma zielone światło i przystanek za skrzyżowaniem.

( za: https://krytykapolityczna.pl/kraj/michal-sutowski-marcin-popkiewicz-polska-kryzys-klimatyczny-wywiad/ )

Oczywiście co dobre dla mieszczuchów z centrum, to niekoniecznie dobre dla przedmieść, była o tym swego czasu ciekawa rozmowa w Tok FM (paywall):

https://audycje.tokfm.pl/podcast/82609,-Warszawa-rzadza-kierowcy-Poprawa-bezpieczenstwa-wymaga-radykalnej-zmiany-stylu-zycia-wielu-ludzi

Ten konflikt jest realny, bo co dobre dla mieszczucha z centrum, to kłopotliwe dla kogoś z obwarzanka. Tak to jest, jak się nie ma planów zagospodarowania przestrzennego - ciężko zastąpić samochód, bo daleko od centrum i w gminach okalających duże miasto trudno jest zrobić dobrą komunikację docierającą do rozrzuconych wszędzie (a tak to niestety wygląda w Polsce) domów bez wyraźnych skupisk.

No ale docelowo też się da to zrobić, trzeba wszak tylko dowieźć ludzi do SKMki/metrobusu:

W przyszłości rozwiązaniem będzie transport elektryczny małymi samochodami – nie z baterią na 500 km, która waży pół tony, tylko lekką i tanią, na 50 km zasięgu. Czymś takim dojeżdżasz do miejskiego czy podmiejskiego transportu zbiorowego, a „tankujesz” z lokalnych źródeł energii, na przykład własnej fotowoltaiki.

W rezultacie ślad środowiskowy jest niewielki, korków nie robisz, a do tego przecież każdy metr kwadratowy powierzchni w mieście jest bardzo drogi, więc kilka miejsc parkingowych dla każdego samochodu to niesłychana strata przestrzeni miejskiej. Nie mówiąc o estetyce – kiedy jechałem na nasz wywiad, mijałem Parking Konstytucji, Parking Defilad i Parking Bankowy, obok jest jeszcze Parking Teatralny… Umówmy się, to nie są miejsca, gdzie masz ochotę przebywać. Przywracanie przestrzeni miejskiej ludziom, a odbieranie jej samochodom, naprawdę wychodzi na dobre wszystkim, co świetnie pokazują Oslo, Wiedeń czy Kopenhaga. Miasta, które optymalizują się pod ludzi, a nie pod auta, zajmują najwyższe pozycje w rankingach jakości życia.

PS: Polecam cały wywiad, a jeśli komuś mało - książkę (z której wziąłem grafikę niżej).

źródło: metrobus.JPG