Poland

Tajemnica lotu EK448. Czy testy przed podróżą mają sens?

Obowiązek wykonania testu przed wejściem do samolotu wprowadziło wiele linii i krajów, które nie chcą u siebie zakażonych turystów. Lot z Dubaju do Auckland dostarcza dowodów, by wątpić w skuteczność takich zabezpieczeń.

Dlaczego tą historią zainteresował się cały świat? Po pierwsze, linią Emirates lata społeczność międzynarodowa i na pokładach jej samolotów, mimo mocno ograniczonej siatki połączeń, można wciąż spotkać obywateli wszystkich kontynentów. To wyzwanie dla służb epidemiologicznych, a dla naukowców doskonały materiał badawczy.

Po drugie, na sporo pytań dotyczących rozprzestrzeniania koronawirusa SARS-CoV-2 wciąż nie mamy jasnych odpowiedzi. I ryzyko zakażenia w samolotach podczas długodystansowych lotów nie zostało sprecyzowane, choć częściej można usłyszeć, że takie podróże nie stwarzają większego zagrożenia, jeśli wszyscy respektują podstawowe reguły sanitarne. Wydaje się bowiem, że wymagania nałożone na pasażerów (obowiązkowe testy przed wejściem na pokład, maseczki w trakcie lotu) wystarczą, by ustrzec się covidu. Ale to teoria. Praktyka pokazuje co innego i lot EK448 z Dubaju do Auckland pod koniec września jest tego koronnym przykładem.

Na pokładzie było 86 pasażerów, spośród których do 8 października, podczas wymaganej od wszystkich podróżujących do Nowej Zelandii kwarantanny, potwierdzono zakażenie SARS-CoV-2 u siedmiorga z nich. Najprawdopodobniej co najmniej cztery osoby zakaziły się podczas tej wspólnej 18-godzinnej podróży (wliczając międzylądowanie w Kuala Lumpur). Pasażer, który zakaził innych, na pokład wszedł z ujemnym wynikiem testu molekularnego – on, obsługa lotu ani współpodróżni siedzący obok nie mogli więc mieć żadnych podejrzeń. Jak to się stało, że co najmniej 5 proc. z nich zostało w tym samolocie zainfekowanych?

Czytaj też: Lotnictwo pokryzysowe. Jakie będzie?

Miał test ujemny, a jednak zakażał

Bardzo drobiazgowe śledztwo epidemiologiczne i badania genetyczne pozwoliły odtworzyć możliwe drogi transmisji wirusa. Pierwszym ogniwem łańcucha okazało się dwoje pasażerów ze Szwajcarii, którzy w boeingu 777 zajęli w klasie ekonomicznej miejsca 26D i 26G (patrz niżej). Mieli za sobą testy przeprowadzone w Zurychu 24 września, czyli na wymagane trzy dni przed wylotem.

W obu przypadkach wyniki były negatywne. Ale po przybyciu do Nowej Zelandii u jednego z nich (pasażer A) 1 października pojawiły się objawy infekcji, a następnego dnia zaczął również chorować pasażer B. Wykonane trzeciego dnia po przylocie do Auckland testy były tym razem dodatnie i potwierdziły u obojga covid. Ponieważ uważa się, że ludzie są zakaźni na dwa–trzy dni przed wystąpieniem objawów, osoba A była już prawdopodobnie w samolocie zainfekowana wirusem (podobnie jak osoba B, choć ta mogła zakazić się od A).

..

Czytaj też: Jak wirus skakał z kontynentu na kontynent

Wykonany tego samego dnia test dał również pozytywny wynik u pasażera C, który rozpoczął podróż w Kijowie. Przechodził jednak zakażenie bezobjawowo, a w samolocie siedział w fotelu 24C – dwa rzędy przed pasażerem A, po drugiej stronie przejścia.

6 października przebadano pasażerów siedzących dwa rzędy za osobami A i B. I podobnie – mimo braku objawów pozytywny wynik testu uzyskał zarówno pasażer E, który podróżował z Kochi w Indiach, jak i pasażer D, siedzący bezpośrednio za A, który leciał z Dublina i od 4 października (czyli w szóstej dobie od przylotu do Nowej Zelandii) był już przeziębiony, bolała go głowa i mięśnie.

Z kolei dwa rzędy przed pasażerami A i B miejsca zajmowała czteroosobowa rodzina podróżująca z Johannesburga – przetestowano ją 8 października i dwie osoby (F i G) otrzymały wynik dodatni (miały również objawy zakażenia). Tu ważne zastrzeżenie: zdaniem epidemiologów podróżny/a G zakaził się najprawdopodobniej nie podczas lotu, lecz już na miejscu w Nowej Zelandii od swojego partnera F, z którym dzielił pokój podczas obowiązkowej kwarantanny. Warto zwrócić uwagę, że nie wszyscy pasażerowie siedzący w pobliżu osoby A ulegli zakażeniu – nie wiemy, czy osoby z foteli 26A i 26C były już naturalnie uodpornione, bo przeszły zakażenie wcześniej, czy też po prostu miały szczęście lub supersilny układ odpornościowy.

Czytaj też: SARS-CoV-2 zaatakował wcześniej, niż sądziliśmy

Nosiciele wirusa ze Szwajcarii

Cała tajemnica lotu EK448 mogła zostać wyjaśniona dzięki wnikliwym badaniom genomu wirusów, które wykryto w wymazach pobranych od pasażerów. Nowozelandzkie służby medyczne zajmują się tym od początku epidemii, chcąc wiedzieć jak najwięcej o transmisji zarazków, które docierają na ich wyspę nie tylko z sąsiedniej Australii, ale też z całego świata.

Badając genetyczny rodowód siedmiu wykrytych SARS-CoV-2, które przybyły samolotem Emirates, stwierdzono, że to właściwie ten sam wirus (poza pasażerem D, u którego ustalono inną mutację), choć jego wszyscy nosiciele, po pierwsze, nie byli członkami jednej rodziny, a po drugie, pochodzili z bardzo odległych geograficznie krajów (Szwajcaria, Irlandia, Ukraina, Indie, Afryka Południowa – patrz niżej). Jedyne, co ich połączyło, to lot z Dubaju.

Transfery pasażerówTransfery pasażerów

Czytaj też: Covid zmieni świat. I mapy

Dlaczego A i B uznano za potencjalne źródła zakażeń? Ponieważ uzyskali pozytywny wynik testu już trzeciego dnia, więc byli zakaźni dla innych w okresie poprzedzającym podróż. Pomiędzy przypadkiem A i B był dzień różnicy, co oznacza, że obie te osoby były zaraźliwe podczas 18-godzinnego lotu. Pasażer C z Kijowa okazał się bezobjawowy i to komplikuje oszacowanie prawdopodobnego okresu jego zakaźności.

A kiedy naukowcy porównali wykryty genom wirusów ze znajdującymi się w międzynarodowej bazie, zauważyli, że odpowiadał on wzorcowi rozpowszechnionemu w Szwajcarii – dlatego podejrzanymi roznosicielami zostali podróżni z Zurichu.

Badacze przyznają, że do zakażenia pozostałej piątki mogło dojść tuż przed wejściem do samolotu, np. w poczekalni lub w kolejce do odprawy na lotnisku w Dubaju. To jednak byłby duży zbieg okoliczności, że wirus wycelował w terminalu w pasażerów, którzy przez kolejne 18 godzin (licząc postój w Malezji) lecieli w bliskiej odległości od siebie, w dystansie co najwyżej dwóch–czterech rzędów. Wykluczono (poza rodziną z Johannesburga) możliwość zakażenia po wyjściu z samolotu, gdyż rozwożono ich do różnych miejsc kwarantanny oddzielnie i wszyscy mieli wtedy założone maski.

Czytaj też: Sezon narciarski w Europie. Co kraj, to inne restrykcje

Uwaga, zakażony na pokładzie!

Ale czy pasażerowie mieli maski na twarzach podczas całej podróży? Linie Emirates reklamują się hasłem „Twoje zdrowie i bezpieczeństwo jest zawsze naszym najwyższym priorytetem”, zachęcając do utrzymywania dystansu, dezynfekcji oraz zakrywania ust i nosa w trakcie każdego lotu. Podobnie postępuje większość linii na świecie. Lecz czy można wymagać noszenia masek non stop podczas kilkunastogodzinnej podróży? Trzeba przecież coś jeść i pić!

Drobiazgowe wywiady z pasażerami lotu EK448 wykazały, że osoby C i E nie korzystały w samolocie z takiej ochrony, bo nie było to obowiązkowe. Pasażerowie A, B i D byli bardziej zdyscyplinowani i pamiętali również o rękawiczkach, ale A i B przyznali, że na czas snu zdjęli maski z twarzy i tak naprawdę nosili je tylko podczas przejścia do toalety.

Czytaj też: W styczniu 2021 r. może być 2,5 mln ofiar koronawirusa

Branża lotnicza do tej pory bagatelizowała ryzyko zakażeń na pokładach, uważając, że stosowanie się do zabezpieczeń eliminuje jakiekolwiek ryzyko. Chętnie powoływano się na badania amerykańskiego departamentu obrony dotyczące ryzyka zakażenia podczas lotów komercyjnych, które wykazały, że aby do tego doszło, trzeba spędzić co najmniej 54 godziny w filtrowanej kabinie samolotu i w maseczce obok zakażającego pasażera.

Ale co innego teoria, a inaczej wszystko wygląda w praktyce – lot z Dubaju do Auckland trwał 18 godzin i tyle wystarczyło, by na pokładzie uległo zakażeniu 5 proc. pasażerów. Być może krótsze podróże, trwające jedną–dwie godziny, nie wiążą się z takim ryzykiem przy zachowaniu reżimu sanitarnego, jednak loty międzykontynentalne to już co innego, nawet jeśli na tych trasach wykorzystywane są większe samoloty (gorsza cyrkulacja powietrza w pomieszczeniu o mniejszej kubaturze też ma znaczenie).

Główny wniosek, jaki należy wyciągnąć z tej historii, jest taki, że wszelkie „immunologiczne paszporty” i pomysły na testowanie przed podróżą nie są w stanie całkowicie wyeliminować ryzyka wejścia na pokład kogoś, kto nieświadomie może zakażać innych. Należy więc podchodzić do tego typu zabezpieczeń z rezerwą, bo pewności nie ma w tym żadnej. Na pewno wszyscy chcielibyśmy korzystać z rozwiązań umożliwiających bezpieczne podróżowanie, ale zarówno władze, które wprowadzają ograniczenia i bariery, jak i sami podróżni powinni wiedzieć, że nasze pułapki zastawiane obecnie na wirusa są i tak dziurawe.

Czytaj też: Covid-19 zazieleni lotnictwo? Możliwe

Football news:

Paul Pogba: The match against Liverpool will be a battle. Manchester United need to keep calm
Roten on Mbappe: He's getting worse with his teammates. When Kylian is successful, he is like Ronaldo
Lampard 1-0 with Fulham: Chelsea pressed, and there was a feeling that we would score. It was important to be patient
Alex Ferguson: Manchester United - Liverpool-the main game of the season, I always thought so. These are two of the most successful clubs in Britain
Koeman on the Super Cup: It's not the most important trophy we're fighting for, but it's still a title. We need to show that we are in the ranks
Ferdinand is the best transfer in the history of Manchester United according to O'Shea: Ronaldo is close, but Rio is number one
Rashford on penalties: Mourinho said: If you don't know how to earn them, then nothing will be awarded. This is something you need to learn