Poland

Putin gra na czas, Nawalny walczy o demokrację

W niecałą dobę po zatrzymaniu Nawalnego sąd zarządził 30 dni aresztu. Mógł się spodziewać nawet czterech lat więzienia. Taki wyrok wstrzymała jednak – na chwilę – krytyka Zachodu.

Aleksieja Nawalnego, rosyjskiego opozycjonistę, który wracał do Moskwy z Berlina, gdzie dochodził do siebie po otruciu w sierpniu substancją z grupy nowiczoków w Omsku, zatrzymano jeszcze na płycie lotniska Szeremietiewo. W wersji oficjalnej został on aresztowany przy odprawie paszportowej. Najpierw przetrzymywano go w strefie tranzytowej lotniska, a następnie przewieziono do aresztu. Przez dłuższy czas nie wiadomo było dokąd, lecz odnaleziono go w odległym od centrum Moskwy komisariacie przy Prospekcie Mira 23A. Adwokaci opozycjonisty skarżyli się, że władze nie dopuszczały ich do klienta, a Jewgienija Stupina, deputowanego Dumy, odsyłali do rzecznika prasowego. Dopiero następnego dnia, w poniedziałek, wyprowadzając go na rzekome spotkanie z adwokatami, Nawalnego postawiono wprost przez składem sędziowskim, który na to specjalne posiedzenie przybył na komisariat w Chimkach.

Podczas gdy Nawalny wysłuchiwał wyrok, pod komisariatem – pomimo nietypowej lokalizacji, siarczystego mrozu i zatrzymań policyjnych – zebrał się tłum blisko 200 osób. Skandowali „Otpuskaj” (wypuść), „Swobodu” (wolności) czy „Nie zabudiem, nie prostim” (nie zapomnimy i nie przebaczymy). Na Chimki przetransportowano więc też oddziały OMON-u, a w ciągu dnia aresztowano – według danych rosyjskiego watchdoga OVD-Info – 70 osób, w tym aktywistów i dziennikarzy.

Czytaj też: Co naprawdę przydarzyło się Nawalnemu?

Nawalny w „areszcie przedprocesowym”

Opozycjonista i jego obrońcy spodziewali się, że zostanie odwieszony 3,5 letni wyrok sądowy jeszcze ze słynnej sprawy Yves Rocher siedem lat temu. Tymczasem sąd zdecydował się na 30 dniowy areszt. W uzasadnieniu postanowienia – jak zwracają uwagę adwokaci Nawalnego – nie znalazło się jednak żadne odniesienie do źródeł prawa. Ljubow Sobol, członkini sztabu opozycjonisty, zwróciła ponadto uwagę, że „te 30 dni to areszt przedprocesowy”. Sąd podejmie decyzję, czy Nawalny naruszył warunki zawieszenia wyroku z 2014 r. – jak donosi Mediazona – nie 29 stycznia, a 2 lutego.

Decyzja zatrzymania Nawalnego na kolejny miesiąc, tym razem w moskiewskim więzieniu Matroskaja Tisznia, pozwala władzom rosyjskim grać na czas. Z jednej strony – muszą sondować reakcję międzynarodową, która okazała się zaskakująco jednoznaczna i szybka, a której presja narasta. Z drugiej strony, nie mogą dopuścić do masowych protestów, które zaplanowane są na sobotę 23 stycznia. Wideo Nawalnego opublikowane na kanale YouTube z wezwaniem „Nie bojties’!” zaledwie w pierwszych godzinach obejrzało ponad 2,5 mln osób. „Nie bójcie się wychodzić na ulice – mówił Nawalny. – Tego najbardziej boi się »ten w bunkrze« [Putin]. Wychodzicie nie dla mnie, a dla siebie i swojej przyszłości!”.

Czytaj też: Wielka inwigilacja w Rosji

„Uwolnijcie Nawalnego” – rośnie presja międzynarodowa

Gdy Nawalny wzywał z aresztu do protestów, narastała reakcja międzynarodowa. Zresztą nastąpiła ona bardzo szybko, bo tuż po aresztowaniu go wieczorem poprzedniego dnia. W bardzo krótkim czasie dziesięć państw potępiło aresztowanie Nawalnego i zażądało od władz rosyjskich uwolnienia opozycjonisty. Jako pierwszy zareagował przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel, uznając zatrzymanie Nawalnego „nieakceptowalnym” i zwracając się do władz Rosji o natychmiastowe zwolnienie opozycjonisty. Później dołączyli do niego Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej, Josep Borrell, szef unijnej dyplomacji, Haiko Mass, minister spraw zagranicznych Niemiec, jego brytyjski odpowiednik Dominic Raab, francuski MSZ, a także Sekretarz Generalny NATO Jens Stoltenberg. W imieniu kanclerz Angeli Merkel wypowiedział się jej rzecznik: „Kanclerz potępia arbitralne aresztowanie Nawalnego, które narusza zasady rządów prawa, i wzywa Rosję do natychmiastowego uwolnienia Nawalnego”.

Bardzo szybko zareagowały państwa sąsiednie oraz Grupy Wyszehradzkiej, poza Węgrami, bo premier Orbán wymownie milczy. Państwa bałtyckie – Litwa, Łotwa i Estonia – wykazały się zresztą największym refleksem, gdyż w chwilę po aresztowaniu Nawalnego opublikowały wspólne oświadczenie wzywające do „wprowadzenie restrykcyjnych środków” przeciwko Moskwie. Z kolei później premier Czech Andriej Babić komentował: „Aresztowanie Nawalnego wzmacnia narastające od kilku lat poczucie, że Rosja oddala się od państw demokratycznych”. I dodał: „Będziemy rozpatrywać nasze opcje na poziomie UE”. Z kolei Zuzana Čaputová, prezydentka Słowacji, dodała: „Zatrzymanie Nawalnego nie złamie w Rosji tych, którzy wierzą w wolność. Opozycjoniści powinni mieć dostęp do uczciwej i otwartej dyskusji, a nie być więzieni za swoje poglądy”.

Na reakcję władz polskich trzeba było chwilę poczekać. Niemniej wieczorem jako pierwszy wypowiedział się wiceminister spaw zagranicznych odpowiedzialny za kierunek wschodni Marcin Przydacz. A potem dołączyli premier, prezydent oraz szef polskiej dyplomacji Zbigniew Rau, i to od razu w trzech językach. Zabieg ten okazał się skuteczny, ponieważ jego tweet w języku rosyjskim powielany był w mediach, w tym społecznościowych. Przykrył również mało klarowną wypowiedź prezydenta Dudy, że „postępowanie władz rosyjskich wobec Aleksieja Nawalnego nie może nie mieć konsekwencji dla relacji społeczności międzynarodowej z tym krajem”. Chociaż jednocześnie apelował „o międzynarodową solidarność w tej sytuacji”. Natomiast premier Morawiecki podkreślał, że „poszanowanie praw obywatelskich stanowi podstawy demokracji” i wzywał do „jednoznacznej reakcji na poziomie UE”. Zanim ta jednak nastąpi, dzisiaj po południu ma odbyć się debata w Parlamencie Europejskim i przyjęcie odpowiedniej rezolucji. Swoje stanowisko muszą też uzgodnić Rada Europejska i Komisja. Na to jednak trzeba będzie poczekać.

Czytaj także: Rozmowa z Ołehem Sencowem o tym, jak reżim Putina dusi Ukraińców i Rosjan

Amerykanie nie odpuszczą w sprawie opozycjonisty

Kluczowa jest jednak postawa Stanów Zjednoczonych. To Waszyngton jest w stanie zdefiniować kierunek działań międzynarodowych wobec władz rosyjskich. Tym razem bardzo szybko wypowiedzieli się tak przedstawiciele ustępującej administracji Donalda Trumpa, jak i nowej ekipy Joe Bidena. Amerykanie łączą w swoich reakcjach aresztowanie Nawalnego z próbą jego zabójstwa latem ub. roku. Co pozwala zakładać, że sprawa Nawalnego będzie podnoszona w agendzie Białego Domu po jutrzejszej inauguracji nowego prezydenta. Mike Pompeo, sekretarz stanu w gabinecie Trumpa, powiedział: „Odnotowaliśmy z zaniepokojeniem zatrzymanie i wcześniejsze próby uciszania Nawalnego […] niezależnego głosu krytycznego wobec władz rosyjskich”. Natomiast Jake Sullivan, który będzie pełnić funkcję doradcy ds. bezpieczeństwa w administracji Bidena, wypowiedział się bardziej stanowczo: „Nawalny powinien być natychmiast zwolniony, a sprawcy ataku na jego życie powinni ponieść odpowiedzialność”. Testem na prawdziwość haseł nowego prezydenta o „wzmocnieniu świata demokracji przed autorytaryzmami” może więc zostać sprawa Nawalnego, a papierkiem lakmusowym zaś to, czy zostanie rosyjskim Mandelą i więźniem sumienia Kremla, czy też Zachodowi uda się wywrzeć skuteczną presję na władze Rosji.

Biden nie będzie mógł zignorować presji międzynarodowej, która nie wyhamowuje po aresztowaniu Nawalnego w ostatnią niedzielę. O uwolnienie „więźnia sumienia” wzywają najważniejsze organizacje prawnoczłowiecze od Amnesty International i Human Rights Watch po Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy oraz Wysokiego Komisarza OZN ds. Praw Człowieka. Swoje poparcie wyrażają indywidualni politycy – Swietłana Cichanouska, Donald Tusk czy kolega z partii prezydenta Bidena Bernie Sanders. Presję wzmacniają także media światowe, które nie tylko relacjonują kolejne represje wobec Nawalnego, ale też domagają się od swoich rządów radykalnych działań w obronie rosyjskiego opozycjonisty. Brytyjski „Guardian” wprost podpowiada, że „taka odwaga wymaga poparcia”, a niemiecki „Tageszeitung” krytykuje UE za „starą śpiewkę”. Zamiast tego – jak wzywa – „UE powinna zabrać się za rosyjskich oligarchów, bogatych kumpli Putina, którzy rozkoszują się wypoczynkiem na swoich jachtach w europejskich portach śródziemnomorskich i pakują swoje pieniądze w nieruchomości w Europie”.

Czytaj też: Jak polski szpieg trafił do łagru

Kreml ma własną strategię

Reakcję międzynarodową z uwagą śledzi również Kreml. Nie jest też tak, że krytyka ze strony świata zachodniego spływa po nim jak woda po kaczce. Gdyby tak było, Nawalny nie dostałby 30 dni aresztu, a od razu lata kolonii karnej, Kreml nie starałby się też zachować ułudy procedury prawnej. Standardowo jednak trzyma się swojej taktyki – „neguj, deprecjonuj, odwracaj uwagę”. Zasadniczo oficjalne stanowisko opiera się na tezie: „problemu nie ma, jest to sprawa wewnętrzna Rosji. A ta przestrzega swojego prawa”. Jest więc negacja.

Gdy setki tysięcy osób na żywo śledziło w mediach społecznościowych podróż Nawalnego do Moskwy, zamianę miejsca lądowania z lotniska Wnukowo, gdzie czekało na niego blisko 2 tys. zwolenników, na oddalone Szeremietiewo, a następnie zatrzymanie go jeszcze w autobusie dowożącym pasażerów do hali odpraw, zgodnie z przewidywaniami Kreml nie zauważał, że wszystkie media światowe nie piszą o niczym innym, jak o tym – jak zwykł go nazywać prezydent Władimir Putin – „berlińskim pacjencie” i „szerzej nieznanym rosyjskim blogerze”. Dziennikarze Podjomu, kanału na Telegramie, zapytali jednak o komentarz rzecznika Kremla Dmitrija Pieskowa. A ten natychmiast stał się hitem mediów społecznościowych: „Przepraszam bardzo. Zatrzymali go w Niemczech? Bo nie jestem w temacie!” – próbował ignorować fakt powrotu „wroga nr 1” do kraju. Jest więc również deprecjacja.

Musi więc też być odciąganie uwagi. Maria Zacharowa, rzeczniczka rosyjskiego MSZ, sugerowała państwom zachodnim, żeby te „przestrzegały prawa międzynarodowego, nie naruszały krajowej legislacji suwerennego państwa, a zajęły się problemami w swoich własnych krajach”. Zacharowa dedykowała więc ten komentarz Amerykanom, by ci zajęli się sprzątaniem po Trumpie, suprematystami, którzy wtargnęli na Kapitol, a przede wszystkim państwem w chaosie. Taka jest bowiem interpretacja i oficjalna narracja dotycząca wydarzeń w USA. Dokładnie w tonie: „Ameryka upada, a cywilizacja zachodnia przeżywa kryzys”, wypowiadał się szef rosyjskiej dyplomacji pytany o Nawalnego podczas swojej dorocznej konferencji prasowej z dziennikarzami rosyjskimi oraz korespondentami zagranicznymi. „Widzimy, jak wczorajszy news o powrocie Nawalnego do Rosji był wykorzystany – mówił Siergiej Ławrow. – Z radością, ponieważ pozwala on zachodnim politykom odciągnąć uwagę od najgłębszego kryzysu liberalnego modelu rozwoju, w jakim znalazł się Zachód”.

Na odcinku wewnętrznym Kreml od dawna odwraca uwagę od Nawalnego, jego otrucia oraz opozycyjnej działalności, propagując obraz opozycjonisty jako „produktu służb zagranicznych – amerykańskich i niemieckich”, które wykorzystują go jako instrument i chcą „rozsadzić Rosję od środka”. I tu standardowo przekierowuje się uwagę na to, że storna niemiecka nie chce współpracować z władzami rosyjskimi i przekazać pełnej dokumentacji. Zapomina się jednak wspomnieć, że Berlin przekazał protokoły zeznań Nawalnego. To władze rosyjskie nie są zainteresowane śledztwem w sprawie dowodów na otrucie Nawalnego.

Reżim boi się „efektu Nawalnego”

Wszyscy, tak Kreml, jak i reszta świata, zadają sobie pytanie o powody decyzji Nawalnego o powrocie do kraju. Kreml swoim szantażem chciał przecież zmusić opozycjonistę do pozostania za granicą, gdzie byłby w miarę bezpieczny. Mógłby do woli krytykować władze rosyjskie, jak robią to zresztą Michaił Chodorkowski czy Garry Kasparow. Problem w tym, że tym samym Nawalny traciłby siłę oddziaływania na społeczeństwo rosyjskie, stając się celebrytą imigracji rosyjskiej na Zachodzie, a Kremlowi dawałby argument „o zdradzie i porzuceniu sprawy i swoich ludzi”. Innymi słowy, powrót do Rosji nie był kwestią wyboru, lecz legitymizacji walki z reżimem.

Reżimem, który boi się dziś „efektu Nawalnego”. Nie jest przecież tajemnicą, że zamierzał on przygotować się oraz opozycję liberalną do zbliżającej się jesiennej kampanii wyborczej. Kreml musiał więc zneutralizować zagrożenie i uniemożliwić mu start w wyborach do Dumy, a w dalszej perspektywie także w wyborach prezydenckich w 2024 r. Jeśli więc na początku lutego sąd orzeknie o zamianie sankcji na karę więzienia, Nawalny otrzyma wyrok 3,5 roku kolonii karnej i tym samym nie będzie mógł wziąć udziału w wyborach prezydenckich.

Efekt Nawalnego może być jednak dla władz znacznie groźniejszy i o tym mówi m.in. Konstantin Remczukow, redaktor naczelny „Niezawisimoj Gaziety”. Tłumaczy nerwowe działania Moskwy obawą przed bardziej drastycznym dla władz scenariuszem. Remczukow podkreśla, że Fundacja Walki z Korupcją wywiera wpływ nie tylko na mieszkańców dużych miast, wykształcone elity, ale zaczyna oddziaływać także w regionach, gdzie coraz odważniej stosuje się formułę „inteligentnego głosowania”. W rezultacie Kremlowi grozi tam osłabienie monopolu partii rządzącej. Nie z innego powodu tak radykalnie przecież zareagował na odsunięcie od władzy polityków Kremla przez Siergieja Furgała w Kraju Chabarowskim, gdzie do dziś trwają protesty. Co więcej, mieszkańcy tego dalekowschodniego regionu wyrażają swoje wsparcie dla Aleksieja Nawalnego.

Władza centralna boi się więc najpierw kruszenia jej siły, a potem efektu domina. „Za sprawą Nawalnego narasta pęknięcie wewnątrz elity. Jej przedstawiciele dowiadują się przecież, że ich koledzy kradną, i to w jakiej skali!” – mówi naczelny „Niezawisimej”. I dodaje: „Ten brak zaufania wewnątrz doprowadzi do rozłamu elity”. A to może spowodować powstanie kolejnego – poza napięciem, represjami i społeczną potrzebą zmiany – elementu tzw. momentu rewolucyjnego. A ten jest przecież najczarniejszym z koszmarów prezydenta Putina.

Football news:

Three Barca players under the age of 19 have scored in La Liga this season. This is a tournament record
Mbappe has scored 7 goals in his last 4 matches
Andrea Pirlo: Juventus started 20 minutes late. But I liked the reaction of the team
Ronald Koeman: There are no excuses at Barca for playing young people. So it is even more pleasant to win
Federico Chiesa: For Juventus, every match is now like a final: in Serie A, in the Champions League and in the Cup
Juventus is 1 point behind Milan and 7 points behind Inter. The teams have 25 matches each
Moriba scored for Barca in La Liga in 18 years and 46 days. Only Messi, Fati, Pedri and Krkic have done it before