Poland

Mikołaj Cześnik: Wyborcy PiS rozumieją swój interes i wiedzą, że jest partia, której aktywność poprawiła ich los [WYWIAD]

Co wynika z najnowszego badania Polskiego Generalnego Studium Wyborczego?

Dopiero się zakończyło, na razie mamy jedynie wstępne wyniki, ale widać w nich sporo bardzo ciekawych zjawisk i procesów. W sondażu PGSW przeprowadzonym kilka tygodni po wyborach parlamentarnych w 2019 r. pytaliśmy respondentów o to, jak określiliby swoją zamożność, poczucie wpływu i szacunku. Wszystkie te wartości to podstawowe dobra, o które ludzie konkurują i walczą w codziennej „grze społecznej”.

Przez lata uważano, że ci, którzy plasują się w takiej klasyfikacji najniżej, głosują na PiS. To prawda?

Zgadza się, wyborcy PiS raczej lokują się wśród tych, którzy są mniej zamożni, mają mniejsze poczucie politycznego wpływu, społecznego szacunku i gorzej postrzegają swoją przyszłość. Gdy natomiast pytamy o ocenę ostatnich czterech lat z tego punktu widzenia, to wyborcy PiS są najbardziej zadowoleni z tego, co się w tym okresie działo. W ich przypadku widać znaczącą zmianę, mają poczucie zdecydowanej poprawy we wszystkich wspomnianych wymiarach, zarówno jeśli chodzi o zamożność, poczucie wpływu, społecznego szacunku, jak i równie istotnych perspektyw na przyszłość.

Jak można interpretować tego rodzaju zmianę?

Z punktu widzenia teorii demokracji obserwujemy coś, co możemy określić „domknięciem” cyklu wyborczego. Ci wyborcy mieli swoje oczekiwania, a na politycznym horyzoncie pojawiła się konkretna partia, która nie tylko przedstawiła im konkretne obietnice, lecz także sporą ich część zrealizowała. Po czterech latach ci wyborcy powtórnie udzielają temu stronnictwu mandatu zaufania, mówiąc: „Tak, PiS dotrzymał słowa, dając nam to, co zapowiadał w 2015 r.”. Nie sposób zrozumieć aktualnej dynamiki politycznej bez chłodnego spojrzenia na takie procesy, czyli – w przypadku wyborców PiS – na poczucie realnej poprawy ich sytuacji.

Czy to znaczy, że ci ludzie nie głosują przeciwko komuś, lecz na kogoś, kto realizuje pozytywną wizję rzeczywistości?

Mamy do czynienia z elektoratem, który nie głosuje wyłącznie przeciw czemuś, ale raczej za czymś konkretnym, albo przeciwko odebraniu mu tego, na co tak długo czekał. Ci wyborcy nie chcą, żeby do władzy wróciła ekipa, której działania mogą pogorszyć ich sytuację. Wydaje się, że mamy tutaj do czynienia z czymś, co nazwałbym napięciem klasowym. Ci ludzie nie mają „fałszywej świadomości klasowej”, wręcz przeciwnie, rozumieją swój interes i wiedzą, że istnieje partia, której polityczna aktywność poprawiła ich los.

Tymczasem w debacie publicznej od jakiegoś czasu decyzje wyborców PiS próbuje się wyjaśniać cynizmem. Według takiej opowieści bardziej liczą się dla nich pieniądze niż takie wartości jak wolność czy demokracja.

Mnie się termin „cynizm” nie podoba. Tego typu pojęcia narzucają nam zbyt proste odpowiedzi. Ja bym raczej powiedział, że obywatele głosujący na PiS wykazali się pewnego rodzaju roztropnością, wybierając tych, którzy – na miarę możliwości – realizują cele zbieżne z ich interesami. Na pewno nie jest tak, że wyborcy PiS to jacyś anty demokraci. Mając uznanie dla polityki społecznej obecnie rządzących, zmagają się również z wątpliwościami, czy to, co oni tak wysoko cenią, nie koliduje z nieroztropnymi działaniami władzy w innych obszarach. Oczywiście wyborcy PiS nie są jednolitą grupą społeczną. Część z nich np. zgadza się z tym, że władza wykonawcza powinna mieć prymat nad ustawodawczą i sądowniczą, ale nie wszyscy są zwolennikami jednowładztwa i sprzeciwiają się jakimkolwiek demokratycznym bezpiecznikom, raczej idą w sprawie tych wartości na kompromis.

Czyli PiS łamał konstytucję, ale robił to dla ludzi, którzy tego potrzebowali?

Taka była opowieść elit partii rządzącej, ale na poziomie percepcji wyborców tej partii jest to bardziej zniuansowane. Oni nie uważają, że to, co się działo wokół konstytucji, było zupełnie nieważne. Przeciętny wyborca jest świadomy, że faktycznie coś tam było nie do końca zgodne z prawem, ale po stronie zysków są obniżenie wieku emerytalnego, 500+ czy podwyższona płaca minimalna. Trzeba przy tym pamiętać o istotnym wątku, który rzadko wybrzmiewa w debacie publicznej, czyli o procesie wychowywania własnego elektoratu.