Poland

Debata Trump–Biden, czyli łomot w dżungli

Zamiast racjonalnej konfrontacji poglądów debata prezydencka w USA już w pierwszych minutach przekształciła się w pyskówkę, w której dominowały brutalne personalne ataki i wymiana obelg.

Przygnębiającym widowiskiem okazała się pierwsza przedwyborcza debata telewizyjna ubiegającego się o reelekcję prezydenta Donalda Trumpa z demokratycznym kandydatem do Białego Domu Joe′m Bidenem. Zamiast racjonalnej konfrontacji poglądów mającej, jak to było w przeszłości, ujawnić, jaką wizję kraju i świata oraz program rządzenia mają obaj politycy, debata już w pierwszych minutach przekształciła się w pyskówkę, w której dominowały brutalne personalne ataki i wymiana obelg. Kandydaci przekrzykiwali się nawzajem, nie reagując na moderatora, dziennikarza Fox News Chrisa Wallace′a, który ich upominał i bezskutecznie usiłował sprowadzić kłótnię na spokojne i rzeczowe tory. Znacznej części debaty, która odbyła się we wtorek wieczorem (czasu USA) w Cleveland w stanie Ohio, nie można było zrozumieć, gdyż wszyscy trzej zagłuszali się nawzajem.

Trump złamał reguły debaty

Karczemny styl werbalnego pojedynku narzucił od początku Trump. Łamiąc ustalone reguły debaty, nieustannie przerywał Bidenowi, kwestionował każdą jego krytyczną uwagę na swój temat typowym dla siebie agresywnym tonem w wyraźnym zamiarze wyprowadzenia z równowagi swego adwersarza. Ripostując mu, używał wszystkich znanych z całej swej prezydentury przeinaczeń i kłamstw. Kiedy mowa była o gospodarce, Trump upierał się, że dopiero za jego rządów nastąpił boom w USA, chociaż trwał on już za prezydentury Baracka Obamy, kiedy Biden był wiceprezydentem. Zaprzeczał oczywistym faktom, np. że bagatelizował początkowo pandemię, co pogłębiło zdrowotny kryzys. Twierdził, że w ostatnich latach zapłacił fiskusowi „wiele milionów” dolarów w podatkach, chociaż, jak ujawnił niedawno „New York Times”, w latach 2016 i 2017 zapłacił tylko 750 dol., a wcześniej przez kilka lat nie płacił żadnych podatków federalnych.

W czasie debaty Trump ponownie odmówił potępienia skrajnej, rasistowskiej prawicy – wyrażając poparcie dla ultrasów z organizacji Proud Boys. Ponownie negował, że istnieje problem ocieplania się klimatu w wyniku ludzkiej działalności, broniąc w ten sposób uchylania przez siebie wprowadzonych przez Obamę restrykcji na eksploatację przez przemysł chronionych terenów. Zgodnie z przewidywaniami, wypomniał Bidenowi, że jego syn Hunter zarobił miliony na synekurach w Rosji i na Ukrainie. Był to najbardziej dramatyczny moment debaty, ponieważ były wiceprezydent przypomniał wtedy, że jego inny syn, Beau – zmarły klika lat temu na raka mózgu – służył w wojsku w Iraku i Afganistanie, a Trump obraził weteranów tych wojen, określając ich mianem „frajerów” i „nieudaczników”. Biden zyskał też punkty w kilku innych momentach, kiedy np. zwrócił uwagę, że zarażonym covid-19 prezydent radził zażywać środki dezynfekcyjne. Zachował się także po prezydencku, gdy w odróżnieniu od Trumpa, który potwierdził, że może nie uznać wyników wyborów, jeśli nie wypadną po jego myśli, zadeklarował niedwuznacznie, że pogodzi się z oficjalnym rezultatem głosowania.

Czytaj także: Jak to się robi w USA? Nawet Trump nie bojkotuje debat

Biden nie zawsze odpowiadał wartko i logicznie

W wielu momentach jednak Biden sprawiał wrażenie zepchniętego do głębokiej defensywy i bezradnego wobec brutalności Trumpa, który wykorzystywał każde jego wahanie czy przejęzyczenie, aby zbijać go z tropu. Jak w debatach w czasie prawyborów, a nawet częściej, zdawał się zacinać i gubić wątek, a jego wywód stawał się nieskładny. Na ataki Trumpa nie zawsze odpowiadał wartko i logicznie. Prezydent, choć posługiwał się kłamstwami i demagogią – nieustannie, np. zrównując Bidena z radykalną lewicą, od której ten się odcina – mówił gładko i spójnie. Kiedy nie dawał dojść Bidenowi do słowa albo poniżał go, mówiąc, że „nie jest bystry”, ten odparowywał: „Zamknij się, człowieku” albo: „Ten facet nie wie, o czym mówi”. W pewnej chwili wypalił: „Ciężko dojść do słowa z tym błaznem”, aby natychmiast dodać: „Przepraszam, z tym człowiekiem”.

Nie wiadomo, czy i jak debata wpłynie na ocenę obu polityków przez wyborców. Według wcześniejszych sondaży tylko ok. 10 proc. procent jest jeszcze niezdecydowanych, na kogo będą głosować – mniej niż w przeszłości na pięć tygodni przed głosowaniem. Komentatorzy mediów sympatyzujących z demokratami, jak „Washington Post” czy telewizja CNN, podkreślają, że Biden nie dał się sprowokować Trumpowi i nie „wybuchnął” – przemilczając użycie przez niego mocnych słów. Komentujący debatę dla telewizji ABC News były szef kancelarii prezydenckiej Obamy Rahm Emanuel powiedział, że Biden stosował taktykę rope-a-dope – w boksie polegającą na opieraniu się o liny i parowaniu ciosów przeciwnika, który ma się zmęczyć nieskutecznym atakiem. Jeżeli rzeczywiście, jak uważają niektórzy, to Trump „musiał” wygrać debatę, bo w sondażach ustępuje byłemu wiceprezydentowi, i pokazać się od bardziej „prezydenckiej” strony, to swego celu prawdopodobnie nie osiągnął. Wielu widzów podobnych wydarzeń źle ocenia styl przez niego zademonstrowany – złośliwość i brutalność werbalnego ataku. Ale Biden swoim zachowaniem także nie rozproszył wrażenia, że w konfrontacji z bezwzględnym adwersarzem nieco się gubi i często nie potrafi elokwentnie ripostować. Nie rozwiał też podejrzeń co do sprawności swego intelektu.

W rezultacie, ponieważ obaj pozostali sobą, wynik debaty można prawdopodobnie uznać za remisowy. Niewykluczone też, że ponieważ nasuwała skojarzenia ze słynnym rumble in the jungle (łomotem w dżunglii), czyli bokserskim meczem Muhammada Alego z George′m Foremanem, wielu niezdecydowanych Amerykanów będzie nią tak zdegustowanych, że 3 listopada zagłosuje na jakiegoś trzeciego kandydata. Czyżby Kanye Westa?

Ale przed nami jeszcze dwie następne debaty. Miejmy nadzieję, że nie przyniosą tyle wstydu Ameryce, co wczorajsza.

Football news:

Leeds forward Bamford scored a hat-trick. He has 6 goals in 6 Premier League games
Moyes on the spectators in the stadiums: People watch matches in cinemas, why can't they do it on the street?
Gerard Pique: Extending a contract and signing a burofax are two different things. I defended the Interests of the team
Thibaut Courtois: Messi and Ronaldo are some of the best players in history
Jack Wilshere: Everyone thinks I'm 30-31, not 28. I Feel like I can still do a lot
Pierre-Emerick Aubameyang: Africa deserves better, deserves justice
Adrian on van Dijk's injury: Pickford had almost no chance to block the shot-only to cause an injury. You can't make such tackles