Poland

Czy pokolenie 1000 euro obali hiszpańską monarchię?

Nie ustają protesty po zatrzymaniu kontrowersyjnego rapera Pablo Haséla. Demonstranci ścierają się z policją i sieją spustoszenie. A na uspokojenie nastrojów się nie zanosi.

Najnowszy rozdział historii Haséla rozpoczął się 16 lutego. Znany ze skrajnie lewicowych sympatii, poglądów antyglobalistycznych i niechęci do monarchii raper miał stawić się do więzienia, aby rozpocząć zasądzoną w 2018 r. dziewięciomiesięczną odsiadkę. Sąd pozbawił go wolności za sprzyjanie organizacjom ekstremistycznym i obrazę majestatu rodziny królewskiej.

Hasél, któremu zdarzało się w utworach pochwalać baskijską organizację terrorystyczną ETA, a króla emeryta Juana Carlosa nazywać „pijackim tyranem” czy „mafijnym kapo”, nie zamierzał się podporządkować. Wraz z kilkudziesięcioma zwolennikami zabarykadował się na uniwersytecie w katalońskiej Lleidzie, skąd przez wiele godzin próbowała go wyciągnąć policja. Ostatnie chwile na wolności wykorzystał, by złożyć deklarację. Do zgromadzonych na kampusie kamer wykrzykiwał, że nie przestanie walczyć o swoje racje nawet w obliczu „ogromnych represji”, jakimi poddaje go hiszpańskie państwo.

W obronie artysty, przeciw monarchii

Aresztowanie Haséla wywołało lawinę protestów – najpierw w Katalonii, potem w całej Hiszpanii. Przez kilkanaście dni z rzędu demonstranci wychodzili na ulice, domagając się anulowania wyroku. Jedni robili to dla artysty, inni manifestowali w obronie wolności słowa i przeciw tzw. ustawie kneblującej, na mocy której Hasélowi postawiono zarzuty. Pod listem otwartym z poparciem rapera podpisało się 200 osób z hiszpańskiego środowiska artystycznego, w tym aktor Javier Bardem i reżyser Pedro Almodóvar.

Na ulicy słychać było znacznie więcej niż tylko apele o uwolnienie skandalisty – demonstracje przerodziły się w zbiorowy wyraz niechęci do monarchii i trwającego politycznego ładu. Rozpoczęły się w Barcelonie i rozlały dalej – na Katalonię i cały kraj. Do starć z policją doszło też m.in. w Gironie, Valencii i Madrycie. Tylko w pierwszych czterech dniach aresztowano ponad 100 osób, policja poinformowała też o prawie 30 rannych funkcjonariuszach.

Czytaj też: Hiszpanie wychodzą z izolacji rozdrażnieni i podzieleni

Hiszpański rząd się ugina

Mimo to Hiszpania na ulice wychodzić nie przestała. W ubiegły weekend przez Barcelonę przetoczył się kolejny protest, w którym, według szacunków katalońskich władz, uczestniczyło 4 tys. osób. Zaczął się pokojowo, a w tłumie dominowały okrzyki domagające się uwolnienia Haséla i zniesienia „ustawy kneblującej”. Reformę zapowiedział już zresztą rząd premiera Pedro Sáncheza, obiecując m.in. zniesienie kar więzienia za krytykę monarchii.

Bliżej ścisłego centrum miasta protest przerodził się w serię starć ze służbami mundurowymi i z aktami wandalizmu. W tłumie pojawiły się osoby z młotkami, czekanami i innymi narzędziami, niszcząc bankomaty, wiaty przystanków i witryny bankowych oddziałów. Zdewastowano też kilka lokali gastronomicznych, z których protestujący zabierali krzesła i stoliki stojące na zewnątrz, by rzucać nimi w policjantów i budować barykady.

Kiedy część z nich doszła przed kwaterę Guardia Urbana – barcelońskiej policji miejskiej – w kierunku stojącego radiowozu poleciały butelki z benzyną i substancjami łatwopalnymi. Auto stanęło w płomieniach. W środku był jeden oficer, któremu udało się uciec, choć poniósł spore obrażenia. Demonstranci zdewastowali też sklep sieci odzieżowej ZARA i lobby jednego z hoteli w centrum (wybite szyby, zniszczone wejście, spalone fotele).

Zaraz po protestach aresztowano 12 osób, ale liczba ta może się zmienić. Władze w Barcelonie poinformowały, że monitoring zarejestrował 300 osób dokonujących aktów wandalizmu i dopuszczających się przemocy, najczęściej w 15–20-osobowych grupach. Burmistrzyni Ada Colau potępiła wydarzenia z soboty, podkreślając, że niszczenie mienia i starcia ze służbami nie powinny się zdarzyć podczas pokojowych demonstracji.

Czytaj też: Antycovidowa prezydent Madrytu

Syndromy hiszpańskiej choroby

Sympatyków Haséla to nie zniechęca, wychodzą na ulice praktycznie codziennie. Apele o wolność słowa łączą zaś z niezadowoleniem z warunków bytowych. Protesty przeciw aresztowaniu rapera stały się silnym wehikułem wyrażania narastającej frustracji. Bardzo wysokie bezrobocie, zwłaszcza wśród najmłodszych, niechęć do skompromitowanej skandalami klasy politycznej, konflikt o katalońskie referendum niepodległościowe i kryzys w dostępie do usług publicznych stworzyły solidny fundament dla protestów, a trwająca pandemia wszystkie te symptomy hiszpańskiej choroby tylko pogłębiła.

Tę wielopłaszczyznowość widać zresztą dzisiaj na ulicy. Obok transparentów z napisami „Wolność dla Pablo Haséla” pojawiają się zawołania: „śmierć hiszpańskiego reżimu”. Sporo jest haseł antymonarchistycznych i antyrządowych. Twarz koalicji próbuje ratować Pedro Sánchez, obiecując reformy, i lider Podemos Pablo Iglesias, potępiający aresztowanie rapera. Nie jest jednak pewne, że uda się ugasić pożar – również dlatego, że płonie tak naprawdę nie jeden radiowóz czy kilka bankomatów, ale spora część hiszpańskiego społeczeństwa.

Pokolenie 1000 euro

Przeciw nierównościom protestują przede wszystkim młodzi, nazywani Mileuristas. Przydomek pochodzi od kwoty 1000 euro, która oznaczała często maksymalne zarobki miesięczne dla wielu z nich. Słowo Mileurista definiuje całą generację Hiszpanów – pozbawionych szans na mieszkanie i pracę, wprowadzających się do rodziców, zmuszonych do emigracji.

Głosem wielu z nich był Hasél i podobni mu raperzy. Popularni wśród wykluczonych, od dawna są solą w oku elit. Oprócz bohatera ostatnich tygodni procesy toczą się w sprawach aż 19 innych muzyków oskarżonych o naruszenie standardów debaty publicznej (również przez posty w mediach społecznościowych). Młodym Hiszpanom odebrano już wiele, teraz odbiera im się swobodę manifestowania poglądów poprzez muzykę. Utrzymujący się po upadku dyktatury Franco społeczno-polityczny porządek może tego nie wytrzymać.

Czytaj też: Ostry spór o reformę oświaty w Hiszpanii

Football news:

Karl-Heinz Rummenigge: Bayern did not participate in the discussion of the Super League and welcomes the reforms of the Champions League
Germany vs Super League: Bayern Munich and Borussia Dortmund chose the UEFA side and supported the reform of the Champions League
Tuchel about the Super League: I don't want to get involved in this, because my words may sound like an excuse
UEFA has approved a change in the format of the Champions League. The Europa League and the LK will also lose the group stage from 2024
Lineker on Super League: Klopp has always been a man of the people. I wonder what coaches like Jurgen and Pep will say
UEFA President: Super League is a greedy project that could kill football forever. But this will not happen
Ceferin about Agnelli: The president of an organization with 247 clubs just ran away from it - I have never seen this in my life