Poland

Cimoszewicz o prezydencie: "Hańba, będzie uciekał z pałacu"

pokaż komentarz

Kiedyś byli premierzy, dziś nie ma premierów ( ͡° ʖ̯ ͡°). Krasowski, który bynajmniej nie jest z lewicy, o rządach Cimoszewicza pisał tak:

[W latach 1996-1997] po raz pierwszy od 1989 roku władza się ustabilizowała. Polityczne interesy, stojące za głównymi graczami, ułożyły się w harmonijną całość. Prezydent [Kwaśniewski] dominował, ale ponieważ robił to dyskretnie, premierowi [Cimoszewiczowi] to nie przeszkadzało. Zwłaszcza że własne dominacyjne potrzeby odbijał sobie na ludowcach; publicznie ich lekceważąc, budował sobie reputację twardego premiera. Natomiast relacje z Sojuszem ułożył sobie Cimoszewicz jednym zręcznym ruchem – wyciągając rękę do Leszka Millera. Jak mówił: „Wolałem, żeby był w rządzie niż poza nim”. Tak skonstruowany układ władzy okazał się optymalny. Kwaśniewski dominował, Cimoszewicz administrował, zaś Miller pilnował interesów formacji. Nie było tarć, nie było pretensji, każdy respektował potrzeby pozostałych. To bardzo ciekawy moment w historii polskiej polityki, w którym władza nie dzieliła, lecz łączyła.

Paradoksalnie najważniejszym ogniwem udanej kooperacji był Cimoszewicz. Człowiek oschły, kostyczny, niezdolny do koleżeńskich relacji, świadomie trzymający wszystkich na dystans. Jednak to właśnie lewicy było potrzebne. Jej elita zintegrowała się ponad racjonalną miarę – wspólna praca, wspólna zabawa, mieszkania obok siebie, zaprzyjaźnione żony. To zrodziło silne więzi, ale też silne napięcia, zazdrość, pretensje, intrygi. Wiedząc, jak lewica skończy, można się dziwić, że pierwsza odsłona pełni władzy była aż tak bardzo udana. A przecież twarze były te same, byli Kwaśniewski i Miller, Oleksy i Szmajdziński. Otóż wszystko ułożyło się tak dobrze dzięki Cimoszewiczowi, dzięki osobie, która przyszła spoza dusznej atmosfery lewicowego podwórka i zmieniła krąg towarzyski w sprawną instytucję. Nadała prywatnym relacjom bardziej oficjalne, bardziej poważne, bardziej państwowe oblicze. Mówiąc w skrócie – lewicy potrzebny był premier, z którym nie pija się wódki.

Charakterologicznie Cimoszewicz był typowym synem żołnierza. Despotyczny, stanowczy, zdyscyplinowany. Rządem kierował sprawnie i zdecydowanie. Miał naturę prymusa, starannie przygotowywał się do każdego posiedzenia rządu, chciał być bardziej kompetentny od każdego z ministrów, czytał wszystkie papiery, zapamiętywał argumenty, analizował wyliczenia. Nie bał się podejmowania decyzji, nie hamletyzował. Był twardy i władczy. Jego premierostwo było pierwszą odsłoną dojrzałej polityki rządowej. Chłodnej, profesjonalnej, zarazem wolnej od idealizmu. Starającej się godzić interesy państwa oraz interesy formacji, a w razie konfliktu wybierającej te drugie. W podobnej logice działali już Pawlak i Oleksy, jednak pierwsze odsłony władzy opartej na zimnej politycznej kalkulacji miały aurę prymitywnego egoizmu i cynicznej ostentacji. Cimoszewicz nadał tym praktykom elegancką twarz. Respektując interesy Sojuszu, potrafił obronić wrażenie, że standardy państwowe są dla niego ważniejsze niż lojalność partyjna. Już na starcie pozbył się dwóch ministrów, którzy z nadmierną ostentacją uwikłali się w obronę Kwaśniewskiego i Oleksego. Oczywiście sporo w tym było obłudy, premier wyrzucał skompromitowane piony, udając, że to one były problemem, a nie figury, dla których wykonali swą pracę. Jednak to był ów hołd złożony cnocie, na którym opiera się zdrowy polityczny standard. Sprawiający, że władza przestrzega zasad tam, gdzie to robić może, a tam, gdzie nie może, przynajmniej udaje. Cimoszewicz to potrafił, bronił standardów, kiedy mógł, udawał, że broni, kiedy bronić nie mógł. Był lojalny wobec żywotnych interesów swojej formacji, natomiast surowy wobec jej pomniejszych interesików. Jak na polityka to było dużo, jak na polityka ówczesnego Sojuszu – wręcz bardzo dużo.

Kolejnym przejawem dojrzałej polityki – tym razem była to zasługa całej ekipy – był ładnie opakowany polityczny minimalizm. Bo Sojusz zawsze był minimalistyczny, nigdy nie udawał partii reformatorskiej, nie dlatego, że nie lubił reform, ale dlatego, że reform nie lubili wyborcy. Sojusz zachowywał się jak normalna partia w normalnych czasach, nie przyjmował solidarnościowej logiki, że czasy są wyjątkowe, nie chciał iść na wojnę z wyborcami. Wszystkie reformatorskie działania okroił do wymaganego przez Zachód minimum. Nie było miejsca na misję, na entuzjazm, na idealizm.

(Robert Krasowski, Czas gniewu. Rozkwit i upadek imperium SLD, Warszawa 2014)

PS: https://www.wykop.pl/wpis/35023997/historiapolitycznaiiirp-podsumowanie-i-w-miare-chr/

Football news:

Matteis de Ligt: Ronaldo is the best player of his generation and a role model
Van der Vaart on Real Madrid: Even if you are Raul or Ronaldo – if you haven't scored in two matches, they want to sell you already!
Koke: Atletico should be declared the winner of the Champions League if the season is not finished. We beat out the champion
Hakimi will return to Real Madrid and extend his contract until 2025
Roma want to extend Smalling's loan for a year with a 14 million Euro buyout commitment
The transfer window in France will open on June 8
Flamengo extended the contract with head coach Jesus for 1 year