Kiedy Charlie był mały, jego abuela opowiadała mu bajki inspirowane latynoskim folklorem. Chłopiec uwielbiał to, szczególnie gdy rysowała mu potwory, by mógł je rozpoznać. Gdy był mały, myślał, że babcia robi to tylko dla zabawy. Jakże się wtedy mylił…



Kilka lat później jego rodzice znikają w tajemniczych okolicznościach i policja podejrzewa, że nie żyją. Charlie nie ma pojęcia, co robić, a nagłe zniknięcie rodziny nie jest jego jedynym problemem, bowiem jednocześnie na jego głowie wyrastają rogi. Tak po prostu. Później – pióra zaczęły pokrywać jego ręce. Coraz bardziej zaniepokojony Charlie zaczyna szukać przyczyn nietypowych metamorfoz. Z pomocą przychodzi mu Violet – jego rówieśniczka, zapalona dziennikarka.


„Charlie Hernandez i Liga Cieni” pióra Ryana Calejo otwiera serię powieści przygodowych dla młodzieży inspirowanych mitologią iberoamerykańską. Calejo podąża tu ścieżką przetartą przez Ricka Riordana, bestsellerowego pisarza, który sprawił, że mitologia grecka i rzymska zawładnęła wyobraźnią młodego pokolenia. Riordan robi teraz to samo z mitologią nordycką i egipską, nic dziwnego więc, że i inni próbują iść w jego ślady.
Calejo wybrał mitologię latynoską – w Europie niekoniecznie znaną, kojarzoną może jedynie ze Świętem Zmarłych czy disnejowskim „Coco” sprzed paru lat. Autor nie przejmuje się jednak brakiem wiedzy swoich czytelników, wrzucając ich na głęboką wodę. Jeden mitologiczny stwór jest goniony przez innego, jeden fakt historyczny czy miejsce związane z mitologią goni inny. O ile Charlie jest obeznany (i przygotowany świetnie przez babcię), o tyle czytelnik nie i właśnie dlatego za pomocnika czy raczej współpracownika obiera sobie Violet, której wiedza jest podobna do tej czytelnika.

Trudno tego bohatera nazwać godnym przeciwnikiem Pecy’ego Jacksona, ale lektura jego przygód sprawia przyjemność. Calejo pisze z humorem, ironią, zdając sobie doskonale sprawę z tego, jak absurdalnie są wydarzenia, które dzieją się naokoło Charliego. Nie brak więc żartów z sytuacji, a reakcja nastolatków na zdarzenia są całkowicie naturalne.

Wielką zaletą „Charliego Hernandeza i Ligi Cieni” jest zamieszczenie na końcu książki słowniczka hiszpańsko-polskiego, tłumaczącego liczne obcojęzyczne wtręty w dialogach, a także glosariusza, który objaśnia wszystkie tajemnicze potwory i istoty występujące w mitologii iberoamerykańskiej, a z którymi Charlie krzyżuje swoją drogę. Jest to o tyle przydatne, że o ile mitologia grecka i rzymska jest całkiem popularna i rozpoznawalna przez czytelników, o tyle latynoska już niekoniecznie (poza generalną, ogólnikową wiedzą na temat Święta Zmarłych).

„Charlie Hernandez i Liga Cieni” to dobry początek dobrze zapowiadającej się serii przygodowej dla młodzieży. Jest tu wszystko, czego można byłoby oczekiwać od pierwszego tomu – dobrego wprowadzenia opowieści, przedstawienia bohaterów, pierwszego wyzwania i wzbudzenia w czytelniku zainteresowania odkrywaniem, co jeszcze Calejo ma do zaoferowania.


Marta Kraszewska

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł: